niedziela, 18 stycznia 2015

Bardzo ważna wiadomość

Pewnie dla nikogo to nie będzie zaskoczeniem, ale muszę zawiesić tego bloga. Brakuje mi czasu i chęci do pisania. Dziękuję za wszystkie komentarze zostawiane pod postami za ponad 1200 wyświetleń i za to że w ogóle komuś się chciało to czytać. Może kiedyś najdzie mnie ochota i skończę tego bloga ale nic nie obiecuję ;)

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 20

W tamtym momencie nie stałam w małej skrytce za szafą, ale w pokoju który był przedłużeniem gabinetu. Pokój był mniej więcej średniej wielkości w kształcie prostokąta. Przestrzeń pomiędzy podłogą a sufitem wypełniały regały zapełnione papierami i różnymi przedmiotami. Regały tworzyły istny labirynt, między którym można by się zgubić. Pomieszczenie wypełniał zapach starych książek pomieszany z nutą spalonego drewna.
Ciekawa co takiego znajdę tutaj zaczęłam krążyć między regałami i szukać czegoś interesującego między papierami. Kiedy przekopywałam którąś z kolei kupkę dokumentów nawinęła mi się do rękę kartka z wypisanymi na niej nazwiskami. Na samej górze listy widniał napis: A.Turner. Chwila. Czy to nie nazwisko kolesia, o którym ostatnio mówili w telewizji? O mój Boże....Pospiesznie schowałam kartkę do kieszeni i ruszyłam do dalszych poszukiwań.
Przechodząc kolejny raz tą samą aleją między regałami moją uwagę przykuła tablica korkowa zawieszona z lewej strony. Niby nic takiego, zwyczajna tablica, ale na TEJ tablicy wisiały zdjęcia kilkunastu mężczyzn. Dziwnie znajome zdjęcia. Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek rozmawiała z którymś z tych panów, ale te twarze jakby są ściśle związane z moimi wspomnieniami sprzed dwóch lat. Kiedy dokładniej przyglądałam się zdjęciom jedno z nich sprawiło, że przeszły mnie dreszcze. Na fotografii znajdującej się gdzieś na środku widniała twarzy Adama Turnera, która kilka dni temu było pokazana w telewizji. Ten człowiek nie żyje. I to przez Louisa teraz mam na to dowód. Wyciągnęłam listę z kieszeni i jeszcze raz obejrzałam nazwiska się na niej znajdujące. Żadne z nich nie brzmiało znajomo. Jestem prawie pewna że te nazwiska należą do mężczyzn z fotografii. jeszcze raz ogarnęłam wzrokiem całą tablicę i dopiero teraz zauważyłam, że z prawej strony wisi kilkanaście zdjęć przekreślonych czerwonym markerem. Przeszedł mnie kolejny dreszcz na samą myśl o tych ludziach. Przypięłam kartkę z nazwiskami do tablicy i przeszłam dalej.
Byłam mniej więcej w połowie pomieszczenia kiedy moim oczom ukazała się kurtyna z ciemnego materiału przywieszona tuż przy suficie i zasłaniająca dalszą część pomieszczenia. Wyglądało to tak jakby materiał był czymś w rodzaju ściany, która oddziela dwa pomieszczenia o różnym przeznaczeniu. "Już nic mnie nie zaskoczy" pomyślałam i przesłoniłam kawałek materiału żeby dotrzeć do zasłoniętego miejsca.
Stanęłam sparaliżowana emocjami. Rozglądałam się i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. "On jest prawdziwym mordercą" to zdanie odbijało się w mojej głowie jak echo. Stałam tam zupełnie zszokowana. Nie wiedziałam co zrobić.....Ten fragment pokoju starannie przesłonięty materiałem był wypełniony różnego rodzaju bronią. Karabiny, pistolety, maczety, noże. Tutaj było tego mnóstwo. Ale to wszystko było do mnie niczym kiedy na środku stołu zawalonego nożami zobaczyłam stojące w ramce zdjęcie mojego nieżyjącego brata Sama. Serce mi stanęło...Zrobiło mi się słabo i musiałam się czegoś chwycić żeby nie upaść. Wzięłam zdjęcie do ręki i patrzałam na nie. Z oczu popłynęły mi łzy....
Sam był najbliższą mi osobą. Zawsze umiał mnie pocieszyć i rozśmieszyć. Był kochającym starszym bratem. Zdarzały nam się kłótnie to normalne ale nigdy z nikim nie byłam tak blisko jak z nim. A potem poznałam Louisa. Dalej byłam blisko z Samem ale nie tak jak kiedyś. Louis stanął pomiędzy nami. Ale my przeszliśmy przez to. Kiedy z Louisem było gorzej ponownie zbliżyłam się do Sama. Niestety....nie mogliśmy całkowicie odbudować naszych dawnych relacji ponieważ on zginął w wypadku. Jechał motocyklem do swojej dziewczyny i....już nigdy nie wrócił. Prawdopodobnie po wypadku nastąpił wybuch silnika ponieważ jego ciało nie zostało odnalezione....Nie mogłam się pogodzić z utratą najważniejszej osoby w moim życiu...Byłam wrakiem. Straciłam Sama a zaraz później Louisa. Zostałam sama nikt nie był w stanie mnie zrozumieć i tak prze długi okres czasu żyłam w bólu i ciągłym cierpieniu.
Nadal wpatrywałam się w jego zdjęcie. Łzy zamazywały mi obraz. Ręce mi drżały. Wspomnienie śmierci ukochanego brata było dla mnie miażdżące. I jeszcze to jego zdjęcie tutaj w tym pomieszczeniu. W tym domu. Blisko tego człowieka. Nie mogłam tego dłużej wytrzymać. Zasłoniłam ręką twarz i płakałam. Poczułam że zdjęci wyślizguje się z mojej drżącej ręki. Usłyszałam trzask a chwilę potem kogoś kto woła moje imię. Ktoś kucnął przede mną i mówił coś do mnie ale ja nie zwracałam na to uwagi tylko uklękłam przed rozbitą ramką i przejechałam palcami po zdjęciu....
-Sam.....Sam....chcę żebyś do mnie wrócił rozumiesz?- mój szept był ledwo słyszalny.
Przypadkowo dotknęłam palcem rozbitego szkła i zraniłam się ale nic nie czułam. Chciałam tylko poczuć jego obecność przy mnie. Chciałam żeby był tutaj pocałował mnie w nos, jak miał zwyczaj to robić i powiedział: "Hej Emily czy twój naprawdę zazdrosny o ciebie brat mógłby spędzić z Tobą trochę czasu?". Zawsze tak mówił kiedy chciał szczerze porozmawiać i wyjawić parę sekretów.
Ktoś odsunął moją rękę od zdjęcia i chwytając mnie mocno w talii, próbował mnie podnieść z podłogi. Nie chciałam dopuścić, żebym została rozdzielona z moim bratem. Szarpałam się, biłam i coraz głośniej wykrzykiwałam jego imię. W końcu jednak zabrakło mi sił na dalsze stawianie oporu i ucichłam. A wtedy to samo silne ramię, które podniosło mnie z ziemi otuliło mnie. Moje emocje zaczęły popadać. Usłyszałam spokojny głos Harrego który oddychał głęboko i mocno przytulał mnie do siebie.
-Kochanie, uspokój się proszę....- jego głos w tamtej chwili zabrzmiał zupełnie jak głos Sama. Znowu wpadłam w szał. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Uciekłam od chłopaka i podbiegłam do fotografii mojego brata podniosłam ją z ziemi i przytuliłam do serca zupełnie tak jakbym przytulała jego. Kołysałam się w przód i iw tył siedząc na chłodnej podłodze i szeptałam wszystko co w tej chwili chciałam mu powiedzieć. Zaczęłam płakać. Harry podszedł do mnie zabrał mi ramkę ze zdjęciem wziął mnie na ręce i wyprowadził z tego koszmarnego miejsca a ja dalej wylewałam łzy z tęsknoty i bólu jaki mi pozostał po stracie brata.
Po chwili chłopak położył mnie na łóżku. Otworzyłam napuchnięte od płaczu oczy żeby popatrzeć na niego stojącego nade mną w mokrej, umorusanej moją krwią koszuli, po czym znowu je zamknęłam.
----------------------------------------------------------------------
Po naprawdę długiej mojej nieobecności prezentuję wam nowy rozdział :D Mam nadzieję że wciąż ktoś czyta te wypociny :P

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 19

Wspomnienia wydarzeń z dzisiaj tłukły się po mojej głowie. Szloch z czasem zaczął przynosić mi ulgę. Wszystkie nagromadzone emocje opadły niemal całkowicie. Łzy w dalszym ciągu sączyły się z moich oczu, ale zaczynałam się powoli uspokajać.  Przytulona do klatki piersiowej Harrego mogłam pozbyć się negatywnych emocji. Odizolowałam się od wszystkiego dookoła, zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w spokojne bicie jego serca. Teraz kiedy rozpacz uleciała ze mnie pojawia się gniew. Jestem spokojna i staram się myśleć trzeźwo, ale mam szczerą ochotę przyłożyć Louisowi chociaż wiem, że jest ode mnie o wiele silniejszy. Dołożyłam mu dzisiaj już dwa razy więc zrobię to ponownie. Gwałtownie odsuwam się od chłopaka i wstaję. Lecz zanim gdziekolwiek wyjdę jego ręka  chwyta mój nadgarstek.
-Co robisz?- pyta zdziwiony moim zachowaniem. 
-Idę do Louisa_ odpowiadam nie patrząc mu w oczy i próbuję się wyrwać, ale on nie daje za wygraną. 
Dlaczego ja muszę być najsłabsza!?
-Emily zaczekaj.- wstaje podchodzi i podchodzi do mnie a ja w dalszym ciągu unikam jego wzroku. 
Widzę w jego oczach coś co jest dla mnie dziwne. Może obce, ale wiem, że to nic złego.
-Ja muszę...- zanim dokończyłam podniosłam oczy i napotkałam wzrok Harrego. 
Już wiem co widzę w jego oczach. Nie pożądanie, nie litość. Współczucie i dobro. Rzeczy których brakuje Louisowi. 
-Dobrze wiesz, że jest od ciebie silniejszy. Jakbyś chciała coś mu zrobić to mogłoby się to odbić na Tobie a poza tym jest druga w nocy
-Masz rację. Lepiej będzie jak teraz położę się spać- odpowiedziałam po czym leniwie wpełzłam pod kołdrę. 
-No to dobranoc- Harry kierował się w stronę drzwi.
-Czekaj...gdzie idziesz? -zapytałam cicho.
W dalszym ciągu onieśmielona jego obecnością bałam się spojrzeć mu w oczy.
-Wracam do siebie- odpowiedział pewnie. 
-A..nie chciałbyś...to znaczy czy.. mógłbyś....proszę zostań ze mną- dobrze, że było ciemno bo przynajmniej Harry nie zauważył moich rumieńców. Mam taką nadzieję. 
-Zostanę...-wyszeptał.-A mam spać na ziemi czy...
-Zwariowałeś?- przesunęłam się bardziej pod ścianę- To znaczy możesz spać tutaj jeśli ci to nie przeszkadza- czułam, że coraz bardziej się rumienię.
-Jeżeli tobie to nie będzie przeszkadzać to z miłą chęcią.- odpowiedział siadając na łóżku.
-Jest tu dużo miejsca i myślę, że bez problemu oboje się zmieścimy.- wiedziałam, że już pewnie nie zasnę a poza tym to brakowało mi czyjejś bliskości. 
Leżałam tyłem do ściany i ukradkiem zerkałam na Harrego, który z uporem wpatrywał się w sufit.
-Nie możesz zasnąć?- zaczęłam niepewnie.
-Niestety- westchnął i obrócił się w moją stronę.- Ty jak widzę też.
-Tak i to nie pierwszy raz...-odparłam.- Słuchaj jak to się stało, że od kiedy tu jestem nigdy cię nie spotkałam?
-Dwa miesiące temu skończyłem studia i przez jakiś czas siedziałem w domu a teraz znalazłem sobie pracę...-tym i kilkoma innymi pytaniami udało mi się przełamać pierwsze lody naszej znajomości.
Zaczęła się przyjemna pogawędka. Oboje staraliśmy się unikać tematu Louisa. Po godzinnej rozmowie zaczynałam robić się senna.
-Widzę, że zaczynam cię męczyć opowieściami..-szepnął Harry
-Nie, wręcz przeciwnie tylko wszystkie zdarzenia z dzisiaj mnie wykończyły i może wreszcie zasnę- powiedziałam uśmiechając się lekko.
Ułożyłam się wygodnie plecami do ściany i powoli odpływałam. Zanim jednak całkowicie zasnęłam poczułam, że Harry obejmuje mnie ramieniem i przyciąga do siebie. Kiedy mnie dotknął poczułam dreszcz bo nie wiedziałam co chce zrobić. Przez chwilę myślałam o tym, żeby go odepchnąć, ale zrozumiałam, że potrzebuję czyjejś bliskości. Przytuliłam się do ciała chłopaka. Zanim zasnęłam w mojej głowie pojawiła się satysfakcjonująca myśl. "Zaczyna się. Louis nie panuje już nad wszystkim". Z uśmiechem na twarzy zasnęłam.
***
Kiedy się obudziłam Harrego przy mnie nie było. Najwidoczniej wyszedł do pracy. Louisa również nie było. Jednak miałam dziwne przeczucie, że w domu jest ktoś jeszcze. Kiedy robiłam sobie śniadanie usłyszałam przytłumiony trzask. Kiedy wychodziłam po schodach na górę by to sprawdzić odgłosy stawały się coraz donośniejsze. 
Chwilę później stałam pod pokojem Louisa i zastanawiała się co zastanę kiedy otworzę drzwi. W końcu odważyłam się. Pociągnęłam klamkę i omal nie podskoczyłam kiedy zobaczyłam w pomieszczeniu Meg przeszukującą rzeczy Lou.
-Meg co ty tu robisz !?- pytanie wyrwało się z moich ust
-Przyszłam do ciebie.
-To dlaczego grzebiesz w rzeczach Louisa. I kto cię w ogóle tu wpuścił?
-Harry..-odpowiedziała
-Czekaj, czekaj. Musisz mi wszystko wyjaśnić.- powiedziałam powoli.
Usiadłam na łóżku i słuchałam tego, co ma mi do powiedzenia Meg.
-Pewnie zastanawia Cię co mnie łączy z Harrym. Byłam jego dziewczyną, ale się rozeszliśmy bo nie układało nam się za dobrze. Dalej. Louis zakazał Harremu pokazywać się bo nie chciał, żebyś się dowiedziała, że ma brata. Nadążasz?- pokiwałam głową.-Louis jest zawodowym mordercą, ale to chyba już wiesz. Ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że wszyscy myślą, że Lou jest właśnie tym dobrym. Tyle wiem i tyle mogę ci na dzisiaj powiedzieć.- zakończyła
-To trochę skomplikowane.- stwierdziłam.- Chodź na dół zrobię ci coś do picia- zaproponowałam.
Wyszłyśmy na korytarz.
-Co tak śmierdzi?
-Cholera! Moje śniadanie.
Kiedy ja krzątałam się po kuchni i przygotowywałam sobie kanapkę, Meg piła herbatę i bacznie mi się przyglądała.
-A czego ty właściwie szukałaś w rzeczach Louisa?- zapytałam
-Chciałam znaleźć coś na dowód, że zabił tego faceta, który tu był. Niestety nic nie znalazłam i już raczej ni znajdę. Ale dość o mnie jak ty się miewasz?- pierwszy raz od dłuższego czasu ktoś pyta mnie o samopoczucie.
-Umm...no wiesz daję sobie radę. Jak się wczoraj dowiedziałam, że Louis ma brata to byłam w lekkim szoku. Dobrze się z tym ukrywał- gdy doszło do mnie co powiedziałam coś sobie przypomniałam. Przecież brat Louisa nie żyje. To przez jego śmierć chłopak zmienił się tak, że nie mogliśmy być dłużej razem. Nie mogę o tym powiedzieć Meg, bo muszę to przemyśleć na spokojnie.
-Coś się stało?- zapytała Meg przyglądając mi się jeszcze baczniej. Najwidoczniej musiałam wyglądać na zamyśloną.
-Nie nic, po prostu jak sobie pomyślę, że Lou tak obrzydliwie mnie oszukiwał przez ten czas to mam ochotę coś mu zrobić.- jak to mówią dobra wymówka nie jest zła.
Wróciłam do rzeczywistości zjadłam i niedługo pożegnałam dziewczynę i zostałam sama. Meg nie wiedziała o gabinecie Lou, więc może pójdę w jej ślady i poszukam tam czegoś. Weszłam do pokoju. Na pierwszy rzut oka wyglądał całkiem zwyczajnie. Ale ja wiedziałam, że zwyczajny nie jest. W szufladzie przy biurku trzyma broń  a to nie jest normalne.
Poszukując jakiś śladów starałam się myśleć jak on. Gdzie bym schowała jakiś dowód o ile takowy istnieje? Szafa. Na pewno trzyma tam coś interesującego.
Rozsunęłam ubrania aby mieć lepszy widok. Nic nadzwyczajnego. Jednak po chwili moją uwagę przykuło niewielkie wgłębienie na tylnej ścianie szafy. Jeszcze raz ogarnęłam wzrokiem drewnianą ścianę. Na pierwszy rzut oka nie było tego widać, ale gdy się przyjrzeć widać obrys drzwi a wgłębienie które zauważyłam miałoby służyć za klamkę. Palcem dotknęłam wgłębienia i pociągnęłam za drzwi. Weszłam do pomieszczenia. Rozglądnęłam się. "On jest prawdziwym mordercą"- pomyślałam...
----------------------------------------------------
Następny rozdzialik przed wami. Myślę, że wam się spodoba. Jak idą wam przygotowania do roku szkolnego. bo mi bardzo marnie. Uczcijmy minutą ciszy kończące się wa

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 18

Byłam na niego wściekła. Ale czego innego mogłam się po nim spodziewać. Przecież on jest można by powiedzieć zawodowym mordercą. Opierałam się o blat w kuchni i zastanawiałam się się co powiem Louisowi kiedy wreszcie łaskawie wróci do domu. Im więcej o tym myślałam tym bardziej narastała moja złość. W końcu chcąc zapomnieć o wszystkim zabrałam się za robienie obiadu. Podczas gdy kroiłam warzywa na sałatkę Lou wrócił do domu. Jak ma to w zwyczaju głośno zamknął drzwi i przywitał się. Ja chcąc go zwabić w zasięg mojego wzroku, nie odpowiadałam. Wreszcie gdy go zobaczyłam, szybkim krokiem podeszłam do niego.
-Co ty sobie wyobrażasz!? Znikasz wieczorem z domu i nie ma cię całą noc a teraz z wiadomości dowiaduję się, że zabiłeś jakiegoś człowieka. Powiedz mi kim ty jesteś skoro uważasz, że możesz bezkarnie zabijać innych ludzi. Może ten człowiek miał swoje za uszami, ale nie musiał od razu ginąć.- mówiłam podchodząc do chłopaka.
-Po pierwsze. Z nożem na mnie? Nie radzę.- chłopak wyrwał mi narzędzie z ręki i rzucił na podłogę. Sama nawet nie wiedziałam, że go wzięłam.- Po drugie. Na prawdę chciałabyś, żeby ci kolesie tutaj wrócili, żeby cię porwać, zabić lub okaleczyć?- jego spojrzenie przyprawiło mnie o dreszcz.- I po trzecie. Gdybyś wiedziała o takich ludziach jak on tyle, ile ja wiem to też  byś go zabiła.- odparował.
-To i tak nie upoważnia Cię do...
-Och, skończ już z tymi kazaniami- syknął chamsko mi przerywając.
-Od kiedy jesteś tak wrogo nastawiony do świata.?
-Od zawsze. Nie zauważyłaś tego. Od trzech miesięcy mieszkamy razem a ty nadal nie wiesz kim naprawdę jesteś!?
-Wiem dokładnie kim jesteś! Draniem! Dwulicowym chamem! A na dodatek mordercą! Wiedziałam od początku dlaczego tak naprawdę jesteś z Sophią. Bo macie wspólny "biznes". Jak możesz pławić się w dobrobycie i cieszyć się pieniędzmi za które inni ludzie zapłacili własnym życiem a ty masz ich krew na swoich rękach.
-Brawo...
-Ale -podeszłam do niego- cały czas wierzę, że jest w tobie iskierka dobra. Jest gdzieś tam głęboko ukryta ale nie chcesz jej pokazać- dotknęłam miejsca pod którym biło jego serce.
-Nie ma żadnego dobra!!- wykrzyknął i odepchnął mnie od siebie- Jesteś niesamowicie naiwna i widocznie ślepa. We mnie nigdy nie będzie żadnego dobra! Robią wszystko żeby Cię od siebie odepchnąć! Jestem nieprzyjazny, kłótliwy, wybuchowy! A ta noc na przyjęciu u Grace to było tylko i WYŁĄCZNIE dla pieprzonych pozorów! Jestem złym człowiekiem i nie warto mnie znać!!!- jego wściekłość przeszła wszelkie granice. Ja z resztą też nie trzymałam się najlepiej, ale ukrywałam to.
- Ale jedna jedyna rzecz jest w tobie niezmienna.- popatrzałam na niego seksownym wzrokiem i przygryzłam wargę.- Chodź rozładujmy twój stres...-zamruczałam mu do ucha. Chłopak wyrywał się, widziałam jego pożądanie.- Ale najpierw gra wstępna.
Szybkim ruchem zerwałam z niego koszulę i odwróciłam się udając, że zdejmuję spodnie. Zamiast tego chwilę później szybkim ruchem stanęłam twarzą w twarz z chłopakiem i wymierzyłam mu cios w policzek. Tak wyładowałam swoje emocje. Chłopak klęczał na podłodze, zwalony z nóg silą uderzenia i masował policzek na którym zaczął pojawiać się czerwony ślad mojej ręki.
-I co zaskoczony? Następnym razem uważaj na słowa. A teraz dla twojej wiadomości wychodzę i wracam do siebie. Mam serdecznie dosyć ciebie i twoich brudnych gierek. I nie próbuj mnie zatrzymywać! Wrzasnęłam donośnie.
-Albo zostaniesz tu z własnej woli albo..-przerwał.
-Albo co? No co mi zrobisz?
- Albo..-wstał otrzepał się i podszedł do mnie- zatrzymam cię tu siłą. A jeśli będziesz nieposłuszna...to skończy się to dla ciebie źle.- Podniósł pięść na wysokość mojej twarzy. Chciał mnie uderzyć, jednak  w ostatniej chwili ktoś go powstrzymał
-Louis co ty wyrabiasz!? Zostaw ją w spokoju!- ze schodów odezwał się nieznany męski głos. Lou od razu spojrzał w tę stronę a ja powędrowałam za jego wzrokiem.
Na schodach stał chłopak w białej koszulce i czarnych spodniach. Niemal identyczna kopia Louisa. Z kilkoma różnicami. Chłopak miał na głowie bujne loki, których brakowało Lou. Twarz miał spokojną. Wyglądał na opanowanego i przyjaznego.
 Nie wiedziałam co zrobić. Byłam w szoku. Pierwszy raz widziałam tego chłopaka. Mówił coś do Louisa a raczej się  nim kłócił. Kiedy zobaczyłam wściekłość na twarzy Tomlinsona wolałam nie ryzykować i uciekłam na górę. Obawiałam się, że może dojść do bójki. Wolałam trzymać się z daleka.
Kiedy wróciłam do siebie poszłam do biurka. Wyciągnęłam z szafki coś co ostatnio podkradłam Louisowi kiedy miałam dołka. Butelkę whisky i dwie szklanki. Nalałam trunku do jednej z nich. Obróciłam się tyłem do drzwi. Wpatrywałam się w okno popijałam whisky i słuchałam odgłosów dochodzących z salonu. Najwidoczniej doszło do bójki bo słyszałam trzask tłuczonego szkła. Nastąpiła głośna wymiana zdań i kolejna szarpanina.
Alkohol rozjaśnił mi umysł i przełamał wszystkie bariery i ograniczenia. Zaczęłam myśleć co zrobiłam. I o tym co zrobił Louis. O tym uroczo wyglądającym chłopaku. Czułam się oszukana. Louis nigdy mi o kimś takim jak tamten chłopak nie wspominał. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Dolałam sobie trunku i wypiłam go jednym haustem. Niedługo potem odgłosy na dole ucichły. Ktoś otworzył drzwi i wszedł do pokoju
-Jak mogłeś...Masz rację. Jesteś zupełnie zepsutym człowiekiem i nie ma dla ciebie ratunku..-zaczęłam
-Emily...- głos nie należał, jak się spodziewałam do Louisa, tylko do chłopaka w loczkach. Odwróciłam się do niego. Jego wyraz twarzy był pełen współczucia. Szybko otarłam łzy i wstałam z krzesła.
-Przepraszam Cię. Myślałam, że to Louis.- odpowiedziałam cicho
-Nic się nie stało.- chwycił mnie za rękę, ale odruchowo ją wyrwałam. Uśmiechnął się w odpowiedzi.
Chwilę później w pokoju pojawił się rozzłoszczony Louis. Zaczął krzyczeć i robić awanturę. Popchnął chłopaka i chciał się wyładować również na mnie, ale ja miałam tego dosyć.
-Wynoś cię stąd i to natychmiast!!!
-Nie będziesz mi rozkazywać, bo jestem u siebie!!- odparował z uśmiechem na ustach. Ponownie go uderzyłam. Tym razem w drugi policzek i dwa razy mocnej.
-Wyjazd!! Oboje!!- Lou jedynie zmierzył mnie zawistnym wzrokiem i skierował się w stronę drzwi.-Inie chcę słyszeć żadnych kłótni!- moja złość dosięgła zenitu i powoli zaczęła opadać.
Kiedy zamknęły się drzwi odetchnęłam głęboko. Nalałam sobie niemal pełną szklankę whisky i wypiłam ją jak najszybciej. Zostałam sama z myślami i buzującymi emocjami.. Miałam dość dzisiejszego dnia. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Byłam zbyt rozkojarzona, żeby zając się czymkolwiek. Zamknięta w czterech ścianach mogłam jedynie myśleć. Mogłam, ale zamiast tego zaczęłam płakać. Nie wiem dlaczego, nie wiem jak długo. Wiem, że położyłam się na łóżku przytuliłam poduszkę i płakałam. Musiałam zasnąć bo kiedy się obudziłam była godzina dwudziesta pierwsza. Zeszłam na dół. Byłam głodna. To był jedyny powód dla którego odważyłam się  zejść. Zjadłam pośpiesznie kanapkę i szybko wróciłam do pokoju. Wzięłam prysznic. To mnie nieco orzeźwiło. Jednak mimo wszystko byłam zmęczona. Wszystkie dzisiejsze przeżycia mnie wykończyły. Położyłam się do łóżka, choć wiedziałam, że nie zasnę prędko. Przewracałam się z boku na bok. Na zegarze dochodziłam godzina druga a sen dalej nie nadchodził. Zamknęłam oczy.
Gdy usłyszałam otwierające się drzwi, zesztywniałam. Obawiałam się, że to Louis przyszedł mi coś zrobić. Jednak kiedy do moich uszu dotarło ciche "miał" a zaraz potem szept, moje obawy się rozwiały.
Otworzyłam oczy i usiadłam na łóżku.
-Przyprowadziłem co kumpla- wyszeptał chłopak i puścił kota na podłogę.-Siedział pod drzwiami.
Ozzy przyszedł do mnie i położył się na kołdrze. Zaczęłam go głaskać a on wymownie mruczał.
-A ty po co przyszedłeś?- zapytałam
-Żeby z tobą pobyć.- odpowiedział bez zawahania i usiadł obok mnie na łóżku
-Bez obrazy, ale wydaje mi się...
-To nie jest pierwszy raz.- spojrzałam na niego pytająco.
-Interesujące...przecież my się w ogóle nie znamy.- powiedziałam uśmiechając się lekko.
-Nie do końca. Widzisz przez cały czas kiedy tu jesteś przyglądałem się tobie kiedy tylko mogłem.
-Naprawdę?- byłam zdziwiona
-Tak. A byłbym zapomniał. Jestem Harry tak na marginesie.- powiedział uśmiechając się
-Czy ty jesteś..-zaczęłam
-Bratem Lou? A i owszem.- zatkało mnie.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Załamałam się. Aż do tej pory żyłam w cholernym kłamstwie. Louis mnie okłamywał. Przez cały ten czas. Było mi głupio i przykro. A ja mu ufałam i myślałam, że stał się dobrym człowiekiem, ale dzisiaj przeszedł samego siebie. Już nigdy mu nie zaufam.
-Hej co jest?- zapytał troskliwym głosem Harry.
-On mnie okłamał- powiedziałam- Ten idiota mnie okłamał. po raz kolejny!- wykrzyknęłam a z moich oczu popłynęły łzy.Harry próbował mnie przytulić i pocieszyć, ale go odepchnęłam i parę razy uderzyłam. Wiem, że to było nieuprzejme, ale te ciosy były lekkie w sumie to nawet nie zdawałam sobie do końca sprawy, że to robię. To był odruch obronny. Jednak chłopak nie dawał za wygraną. Mimo moich ciosów uścisnął mnie mocno. Kiedy znalazłam się w jego ramionach coś we mnie pękło i zaczęłam płakać jak dziecko...
---------------------------------------------
Mamy następny rozdział. Wiem, że późno, ale mam nadzieję, że wam się spodoba :D A tak przy okazji. Jak się czujecie kiedy dociera do Was że został niecały miesiąc wakacji?
Pozdrawiam :*

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 17

Serce mi zamarło. Nie wiedziałam co mogłabym zrobić. Znowu pojawiły się pytania bez odpowiedzi. Jak długo mnie obserwowali? Skąd ta kamera się tam w ogóle znalazła? Czy są gdzieś inne? A może oprócz kamer zamontowano tu też podsłuchy? Cholera. Jeżeli tak to jak najszybciej muszę się tego pozbyć. Poszłam do poszukać jakiegoś narzędzia ale nigdzie nie mogłam znaleźć skrzynki z narzędziami więc dałam sobie spokój i po prostu wzięłam nóż. Wróciłam do pokoju i zabrałam się za rozmontowanie kamery. Łatwo poszło, bo trzeba było jedynie przeciąć kilka kabelków. Ze względu na pytania, które dręczyły mnie wcześniej postanowiłam dokładnie obejrzeć cały dom.
***
Gdy tylko drzwi się otworzyły rzuciłam Louisowi torbę pełną znalezionych w domu sprzętów szpiegowskich pod nogi. Zaskoczony popatrzył na mnie a ja nie wiem co mam powiedzieć, więc tylko wzruszam ramionami.
-Co to jest?- pyta zdezorientowany
-To? A nic takiego. To tylko kamery i podsłuchy jakie znalazłam z NASZYM domu.- mówię wściekła.
-Ale skąd one się tutaj wzięły?
-Nie mam zielonego pojęcia.-mając wzgląd na niedawną rozmowę z Meg daję wymijające odpowiedzi, żeby w dobrym momencie uderzyć w sedno.- A może mam...sama nie wiem to wszystko skomplikowane.
-Nie baw się ze mną w kota i myszkę tylko mów od razu co się tutaj działo jak mnie nie było i skąd to badziewie się tu wzięło.- w jego głosie dało się czuć zdenerwowanie.
-Jak chcesz. Tylko musisz wiedzieć, że to są bardzo ważne i jak już wcześniej mówiłam, skomplikowane informacje, więc mogę liczyć na twoje zaufanie?- zapytałam siadając na kanapie.
-Tak.- odpowiedział szybko i usiadł obok mnie.
-No to słuchaj uważnie...-teraz już nie było odwrotu, powiem mu wszystko tylko pominę wątek z Meg.-Dzisiaj kiedy ciebie nie było, przyszli tu jacyś mężczyźni. I spokojnie nic mi nie zrobili tylko wydaje mi się, że przyszli mnie nastraszyć. Nie wiem skąd, ale znali moje imię. Nie pokazałam się im, ale oni wiedzieli, że jestem w środku. Jak wróciłam do pokoju to dowiedziałam się skąd to wiedzieli. Ktoś zamontował w całym domu kamery. Louis, mamy tu jakąś wtyczkę.- powiedziałam dramatycznie na koniec.
-Sugerujesz kogoś konkretnego?- zapytał. Pierwszy raz nie potrafię odczytać konkretnych emocji z jego twarzy. Ma nieobecny wzrok i ogólnie wygląda na spokojnego, ale ja wiem, że tak nie jest.Martwi się czymś, albo intensywnie myśli.
- W sumie to tak. Jest jedna taka osoba. Tylko obawiam się, że może ci się to nie spodobać..
-No dawaj zobaczymy
-Sophia...powiedziałam cicho.
-Co?-zapytał uśmiechając się kretyńsko. "No to przejebane" pomyślałam.- Sophia w życiu by czegoś takiego nie zrobiła!- wykrzyknął i zaczął się śmiać.
-Mówisz tak dlatego, że jesteście razem i jej bronisz, czy po prostu laska daje ci dupy kiedy chcesz i nigdy nie znalazłbyś żadnej innej i dlatego też jej bronisz? A może po porostu nie znasz jeszcze jej możliwości.- powiedziałam uśmiechając się ironicznie.
-No na pewno nie ona!
-Po prostu nie masz dobrych argumentów i dlatego uważasz, że to nie ona. Ale kto inny mógłby to być?
-Nie wiem, na pewno nie ona.
-Dobrze. Uważaj jak chcesz ale powiem ci jedno, nie powołuj się zawsze na jej niewinność bo może to mieć zgubny koniec.- odeszłam zostawiając go z tym dziwnym wyrazem twarzy. 
  Wróciłam do siebie zjadłam na kolację jakieś gotowe danie i tak jakoś cały wieczór upłynął mi na bezsensownym rozmyślaniu. Mam już tego wszystkiego naprawdę serdecznie dosyć. Tak wiem mówię to już chyba setny raz ale taka jest prawda. Coraz bardziej zaczynam żałować, że pojawiłam się w ogóle w tym klubie, bo przecież od tego się zaczęło. Przeniosłam się myślami to tamtej chwili. Wszystko mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej. Gdy usłyszałam trzaski na dole, powróciłam do rzeczywistości. Po chwili wszystkie hałasy ustały. Wychyliłam się z pokoju na korytarz i zawołałam Louisa. Odpowiedziałam i cisza. Weszłam do jego pokoju. Pusto. Pewnie znowu "musiał" wyjść coś załatwić. Ale po prostu poszedł się uchlać do baru bo go wkurwiłam. No cóż się tylko dwie opcje. Nieistotne. Wróciłam do siebie, wzięłam prysznic i  położyłam się bo było dość późno a po tym co dzisiaj przeszłam zapewne nie będę spała zbyt dobrze. 
 Następnego dnia z trudem zwlekłam się z łóżka, zeszłam do kuchni włączyłam telewizor i zaczęłam robić sobie coś na śniadanie. Zaprzestałam wszystkich czynności kiedy prezenter zapowiedział wiadomości. 
Wczoraj późną nocą doszło do dramatycznego morderstwa. Zamaskowany mężczyzna zabił Adama Turnera na przedmieściach Londynu. Na ciele mężczyzny znaleziono kilka ran powstałych w wyniku użycia noża, jednak mężczyzna zginął od strzału w głowę. Zajmujący się sprawą policjanci uważają, że sprawca tego morderstwa jest doświadczony w tych sprawach i łączą sprawę z byłym mordercą, który teraz stał się wzorowym, można by powiedzieć obywatelem a mianowicie Louisem Tomsonem zamieszkałym na ulicy..
-Tomlinsonem a nie Tomsonem. Boże, co za idioci. Jeszcze tylko brakuje nam tutaj miliona dziennikarzy.- powiedziałam i na powrót uciszyłam telewizor.
Oto zdjęcia z miejsca zbrodni...
Kiedy na ekranie pojawiły się fotki faceta, który pojawił się tutaj wczoraj wzdrygnęłam się. Teraz już wiem co oznaczał ten nieznany dla mnie wyraz twarzy Louisa- on planował zabójstwo...
------------------------------------------------------------------
No i mamy następny rozdział. Mam nadzieję, że będzie się Wam podobał tak samo jak dalsza część bloga, bo naprawdę będzie się działo. Zapraszam do czytania i komentowania i bardzo dziękują za miłe komentarze pod ostatnim postem. Kocham Wam :*

środa, 9 lipca 2014

Rozdział 16

W drodze do pokoju uznałam, że nic nie powiem Louisowi i będę się zachowywać jakby nic się nie stało. Nie będzie to łatwe bo nadal jestem roztrzęsiona ale będę musiała jakoś sobie poradzić. Wróciłam do pokoju z komórką w ręce na wypadek gdyby Louis jeszcze raz zadzwonił. Usiadłam na łóżku. Wzięłam do ręki broń i powoli oglądałam ją z każdej strony. Pomyślałam sobie, że muszę ją gdzieś ukryć skoro dzisiejsze wydarzenia mam zachować w tajemnicy. Jednak gdyby miało się coś takiego powtórzyć muszę mieć ja pod ręką. Najlepiej byłoby mieć ja cały czas przy sobie, ale raczej nie udałoby mi się zachowywać naturalnie gdybym miała broń dajmy na to pod bluzką. Dla mnie w ogóle jest nienaturalne trzymać jakąkolwiek broń w ręce. Tak więc chcąc nie chcąc muszę dobrze skryć pistolet. Doszłam do wniosku, że najlepiej będzie jak schowam ją pod poduszką. Podeszłam do łóżka, żeby wreszcie jej się pozbyć gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Gwałtownie się odwróciłam wyciągnęłam pistolet przed siebie i powoli kierowałam się na korytarz.
 Oczywiście po głowie krążyły mi tylko i wyłącznie najgorsze scenariusze. Obawiałam się że ci muskularni mężczyźni wrócili. Ręce mimowolnie mi się trzęsły, serce waliło jak oszalałe. Kiedy stanęłam pod drzwiami i spojrzałam w wizjer poczułam swego rodzaju ulgę. Na moje szczęście pod domem stała dziewczyna w moim wieku. Nie wiedziałam co mam zrobić. Wpuścić ją czy nie. A co jeżeli ją wpuszczę a on okaże się być w jakiś sposób związana z tymi facetami. Odsunęłam się od drzwi i myślałam przez chwilę. W tym czasie odezwała się dziewczyna:
-Hej. Słuchaj wiem, że pewnie mi nie uwierzysz, ale muszę powiedzieć ci coś ważnego. I nie martw się nie mam nic wspólnego z tymi kolesiami, który byli tu dzisiaj. Proszę wpuść mnie.
Teraz to już w ogóle mam mętlik w głowie. Co zrobić? On chce mi coś ważnego powiedzieć. I na dodatek wie o tym facetach. Jezu... Poddaję się. Wpuszczę ją. Co będzie to będzie.
Powoli otworzyłam drzwi i pozwoliłam dziewczynie wejść do środka. Kiedy zamknęłam drzwi wpatrywałyśmy się w siebie na wzajem po czym pozwoliłam dziewczynie usiąść na kanapie. Kiedy ona usiadłam obok niej. Odłożyłam pistolet na stół. Kiedy ona zobaczyła broń wzdrygnęła się.
-Jestem Meg- powiedziała podając mi rękę.
-Jestem Emily- odpowiedziałam i uścisnęłam jej dłoń.
-Wiem- oznajmiła.
-Skąd? -zapytałam zaniepokojona
-To nie istotne.- odrzekła
-Miałaś dla mnie coś ważnego.- postanowiłam nie drążyć tematu.
-Tak- odpowiedziała szybko.- Chodzi o Sophię.
-Co z nią nie tak.- zdziwiłam się. Nie dopytywałam skąd ją zna ani nic takiego bo chciałam się dowiedzieć o co dokładnie chodzi.
-Może to zabrzmieć dziwnie, ale nie zrozum mnie źle. Jeżeli jesteś z nią w dobrych relacjach to ta wiadomość cię zaskoczy...-chciała kontynuować lecz jej przerwałam.
-Nie jestem z nią w żadnych relacjach..-spojrzała na mnie- Mów dalej proszę..
-Tak, więc Sophia nie jest tym z kogo ją uważasz.
-Czyli ona nie jest wredną kurwą która musi ciągle rujnować mi życie?- zapytałam z ironią.
-Ok. Dobra. Inaczej. Zdajesz sobie sprawę że ona nie jest z Louisem z czystej miłości. Nigdy nie wydała ci się podejrzana? Nie widzisz związku jej z tymi facetami którzy tutaj dzisiaj przyszli? Nie czujesz że to wszystko to jakaś podejrzana sprawa? - powiedziała lekko zirytowana moim zachowaniem.
-Czyli chcesz powiedzieć, że ona może grać na dwa fronty? -odpowiedziałam w zastanowieniu.
-Tak i chcę powiedzieć, że powinnaś ją mieć na oku.
- Więc mówisz mi, żebym nie ufała tej dziwce która chodzi z Louisem, ale mam zaufać tobie, osobie którą znam od-zerknęłam na zegar- dwudziestu minut. Szczerze? Obie wydajecie się być podejrzane.
-Nie o to mi chodzi po prostu zrozum, że ona może być dla ciebie ogromnym zagrożeniem a ja? Co ja ci mogę zrobić?- w jej głosie dało się słyszeć narastający gniew.
-Hmmm...no nie wiem co możesz mi zrobić bo cię NIE ZNAM! Jesteś obcą osobą która przychodzi tutaj i wmawia mi dziwne rzeczy. Jak mam ci wierzyć? Powiedz jak mam ci wierzyć....- mówiłam coraz ciszej zażenowana całą tą sytuacją.
-Ok. To zrobimy jeszcze inaczej. Ja opowiem ci o sobie tyle ile zdołam a ty ocenisz czy możesz mi ufać czy nie. Zgoda?- zaproponowała.
-Zgoda.-zgodziłam się i przez następną godzinę słuchałam uważnie co ma do powiedzenia o sobie Meg.
-Więc jak sądzisz jestem osobą godną twojego zaufania.- po dość długim wykładzie dowiedziałam się wielu zupełnie niepotrzebnych rzeczy, ale zdołałam tez wyłapać kilka interesujących szczegółów.
-Hmmm...Powiem tak twoja przeszłość nie była ciekawa ale jesteś naprawdę miłą osobą.- odpowiedziałam.
-Cieszę się, że to powiedziałaś. Czyli teraz jesteś skłonna mi zaufać tak?
-Tak. -uśmiechnęłam się do dziewczyny.
-Dobrze więc powiem ci jeszcze raz..-zaczęła, ale nie skończyła, bo coś stuknęło na schodach. Obie odwróciłyśmy się w tą stronę, po czym chwilę później kiedy nie zauważyłyśmy nikogo wróciłyśmy do rozmowy.- Uważaj na Sophię bo ona może grać na dwa fronty i tym samym zagrażać ci.
-Ok. Będę pamiętać.-powiedziałam
-A i chciałabym, żebyś nikomu nie mówiła, że tu byłam.
-No to musisz się zwijać bo za pół godziny wróci Louis.-powiedziałam spoglądając na zegar.
-Dobrze. Ja już idę. Na pewno tu jeszcze wrócę i odpowiem na twoje pytania bo na pewno masz ich mnóstwo.- powiedziała na pożegnanie.
 Zamykając drzwi poczułam jednocześnie ulgę, jak i dreszcz niepokoju. Wzięłam broń ze stołu i wróciłam na górę. Na łóżku czekała na mnie miła niespodzianka. Ozzy znów się pojawił.
-Czyli jednak nie zapomniałeś gdzie twoje miejsce co bracie?- powiedziałam do kota chowając pod poduszkę pistolet. Chwilę potem położyłam się obok kota i myślałam głaskając go po grzbiecie. Rozważałam sens wszystkich słów, które dzisiaj padły. Próbowałam łączyć wszystkie wiadomości w jedną całość, ale nici z tego. Przypomniałam sobie słowa Meg i tego faceta i szukałam związku między nimi. Po raz kolejny zastanowiłam się nad tym, skąd ci mężczyźni wiedzieli, że jestem w domu. Zapanowała cisza. Kot przestał mruczeć, bo moje ręka nie gładziła już jego sierści. Gdzieś w głębi pokoju dało się słyszeć cichutkie bzyczenie. Wstałam z łóżka i chodząc po pokoju szukałam źródła tego dziwnego dźwięku. Bzyczenie stawało się coraz głośniejsze. A gdy podeszłam do okna nie sposób było nie usłyszeć tak wyraźnego dźwięku. Odsłoniłam zasłonę. Moim oczom ukazała się....KAMERA. Tak kamera. Przymocowana do ściany dawała dobry widok na cały pokój. Że też wcześniej na to nie wpadłam. Jestem obserwowana.
--------------------------------------------
Proszę bardzo. Oto prze wami świeżutki, jeszcze ciepły rozdzialik. Mam nadzieję, że się Wam będzie podobał. Wybaczcie,że dopiero teraz go dodaję ale niesamowicie się rozleniwiłam przez te wakacje. A jak tam u was mija ten cudowny wakacyjny czas. Piszcie w komentarzach :D Pozdrawiam :*

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 15

Powinnam być ostrożniejsza- myślę sobie- już raz miałam złamane serce i wiem jak to boli i jak długo trzeba czekać zanim wszystko na powrót się ułoży. jednak mimo wszystko po raz kolejny zostałam zaślepiona miłością do tego przystojnego, niegrzecznego chłopca Louisa i po raz kolejny moje serce z jego powodu rozpadło się na miliony maleńkich kawałeczków.
 Czułam się nikomu niepotrzebna, wykorzystana, upokorzona. Wyszłam na totalną idiotkę, bo myślałam, że Louis naprawdę się zmienił. Mam go dosyć. Jego i tej całej Sophii.
 Zalewając się łzami wstałam z połogi i poszłam do łóżka. Do godziny trzeciej nad ranem nie mogłam zasnąć cały czas myśląc o tym co się zdarzyło. Kiedy wreszcie zasnęłam i miałam nadzieję, że trochę odpocznę. Niestety obudziłam się około godziny szóstej. Byłam niesamowicie zmęczona ale nie mogłam dłużej spać. Leżałam w łóżku przewracając się z boku na bok i próbując zasnąć do ósmej. Potem dałam za wygraną i zeszłam do kuchni zrobić sobie mocną kawę. Niestety kiesy ja wychodziłam z kuchni z kubkiem gorącego napoju spotkałam Louisa i Sophię, która wyglądałam na dumną z siebie. Czym prędzej unikając jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego wróciłam do siebie. Siedziałam na łóżku, popijałam kawę i rozmyślałam. Kiedyś powiedziałam sobie, że powinnam twardo stąpać po ziemi i być bardziej nieugiętą. W sumie to jak się tak bardziej zastanowię to wydaje mi się, że chciałam być Sophią. Ona potrafi bardzo dobrze ukrywać swoje uczucia, udaje niedostępną i zawsze dąży do swoich celów. Nie zdziwiłabym się gdybym ją zobaczyła z pistoletem w ręku, chcącą kogoś zabić. To nawet do niej pasuje.
 Sama chciałabym się zmienić w osobę o takim charakterze. Chciałabym po prostu być nieczułą na jakiekolwiek uczucia.
 Z rozmyślań wyrwał mnie trzask drzwi, co sugerowało, że Louis i Sophia wynieśli się gdzieś na miasto i pewnie długo ich nie będzie. Wykorzystałam tę okazję i zeszłam do kuchni zrobić sobie jakąś kanapkę. Usiadłam przed telewizorem i zjadłam posiłek. Kiedy znudziło mi się oglądanie wyłączyłam telewizor i zaczęłam bezwiednie chodzić po pokoju. Szczerze powiem naprawdę nudzi mnie już siedzenie tutaj. Nie mam nic ciekawego do roboty. Z tej całej nudy zaczęłam przechadzać się po całym domu.
 W pewnym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Przecież Louisa zawsze jak gdzieś wychodzi zabiera ze sobą klucze. A tutaj nikt nie przychodzi. Zaświeciła mi się czerwona lampka z napisem "zagrożenie". Jak najciszej mogłam podeszłam do drzwi i wyjrzałam przez wizjer. Zobaczyłam dwóch umięśnionym mężczyzn o groźnym wyglądzie. Nie wiedziałam co robić. Myślałam, że skoro Louis mnie tutaj przywiózł to będę tutaj bezpieczna. Yhym, na pewno. Byłam zupełnie zdezorientowana. W końcu wpadłam na pewien pomysł. Może jeżeli pomyślą, że nikogo nie ma w domu dadzą sobie spokój i po prostu odejdą. Ale na wszelki wypadek wolałam się zabezpieczyć. Poszłam do kuchni i wyjęłam z szuflady nóż. Stałam w niedużej odległości od drzwi i z dala od okien. Byłam gotowa do ataku, albo tylko tak mi się wydawało. Faceci chwilę stali pod drzwiami i rozglądali się, później odeszli. Cały czas obserwowałam ich przez wizjer. Jednak gdy byli już jakieś parę kroków od drzwi, jeden z nich odwrócił się i z powrotem podszedł bliżej. Szybko odsunęłam się od wizjera i oparłam o drzwi. Mocno ściskałam nóż w prawej ręce. Słyszałam bicie swojego serca, byłam przerażona. W głowie miałam najgorsze scenariusze tego co się zaraz stanie. Jednak ten mężczyzna ku mojemu zdziwieniu tylko głośno wypowiedział w stronę drzwi:
-Kochana Emily i tak wiemy że tam jesteś. -po czym odszedł bo słyszałam jego oddalające się kroki.
Przez głowę przemknęło mi wieli różnych myśli. Po pierwsze, skąd oni znają moje imię? Po drugie, skąd wiedzą, że jestem w domu? Po trzecie, czy tutaj wrócą? Muszę jakoś zabezpieczyć na wszelki wypadek, ale przecież nie będę wszędzie łazić z nożem kuchennym. Wydaje mi się, że Louis ma gdzieś tutaj swój gabinet.  Już raz tam chyba byłam. Chwilę potem znalazłam się w pokoju. Szukałam czegoś w stylu jakiejś prostej broni. Dotarłam do biurka i w pierwszej szufladzie znalazłam kilka pistoletów. Wzięłam jeden se sobą i wróciłam na górę miałam nadziej, że dzisiaj już nikt mnie nie odwiedzi. Zaczęłam się zastanawiać co by się stało, gdyby oni wyłamali drzwi i musiałabym sobie z nimi poradzić. Jestem słaba. I fizycznie i psychicznie. Nie umiem strzelać z broni i się tego boję. Jestem zbyt wrażliwa, żeby kogoś zabić. Muszę się zmienić bo obawiam się, że takie sytuacje staną się moją rzeczywistością. Tylko nie mam pojęcia co miałabym robić żeby się zmienić. Może powinnam zacząć ćwiczyć? Nie wiem póki co jestem jeszcze zbyt roztrzęsiona żeby podejmować jakieś decyzje.
 W myślach plątały mi się słowa tego mężczyzny. "Kochana Emily i tak wiemy że tam jesteś". O co mogło mu chodzić. Kiedy zastanawiałam nad sensem tych słów zadzwonił  telefon. Poszłam odebrać. Jak się okazało dzwonił Louis żeby mi powiedzieć że jak przyjedzie do domu około osiemnastej to chce ze mną pogadać i że mam się nie martwić bo będzie sam. Cudnie. Nie wiem mam mu powiedzieć o tym co się stało czy raczej nie. Nie mam pojęcia....
--------------------------------
Jest już 15 rozdział mam nadzieję że będzie się Wam podobał. Pozdrawiam :*