niedziela, 9 marca 2014

Rozdział 9

Dochodziło południe. Chodziłam bezwiednie po pokoju nie wiedząc co ze sobą zrobić. Przed chwilą skończyłam sprzątać bałagan jaki wczoraj po sobie pozostawił wściekły Louis. Cały czas mam w głowie jego słowa. Co prawda czuje się o wiele lepiej niż wieczorem, ale dalej nie uśmiecha mi się jechać na wesele z Louisem. Za chwilę pewnie będzie kazał mi się ubierać lub coś w tym stylu. Założę się, że myśli, że jak mnie trochę postraszy to ulegnę. Ale się grubo myli. Nie poddam się bez walki. Ale co mam zrobić, żebym nie musiała z nim jechać? Nie mogę udawać chorej bo i tak mnie tam zaciągnie. Raczej czego bym nie zrobiła to mnie tam zawiezie, no chyba, że.....mnie tu nie będzie. W momencie kiedy sobie uświadomiłam, że będę musiała uciec z dołu dobiegło, tak jak się tego spodziewałam, polecenie Louisa, że mam się szykować. Dzisiaj jak na złość cały dzień siedział w domu co oznacza, że nie będę mogła się wydostać drzwiami i muszę wymyślić jakiś inny sposób. Okno! Wymknę się oknem. Wyjrzałam przez nie. W sumie nie jest tak wysoko. Jak dobrze skoczę nie powinnam sobie nic zrobić. Nie czekając dłużej wzięłam jakąś torebkę, wrzuciłam do niej telefon portfel i klucze. Podeszłam do okna otworzyłam je. Na chwilę obleciał mnie strach, ale pomyślałam sobie "Teraz albo nigdy: i skoczyłam....Na moje szczęście nic mi się nie stało i byłam już wolna. Zaczęłam biec. Chciałam dotrzeć do mojego domu....
*Perspektywa Louisa*
Siedziałem na kanapie i oglądałem telewizję. Od kiedy powiedziałem Emily, że ma się ubierać nie odezwała się. Wiem, że jest na mnie obrażona za wczoraj, ale raczej sukienki sama sobie nie zapnie, więc chcąc, nie chcąc będzie musiała mnie zawołać. Z resztą co ja się będę nad nią rozczulał. Jednak mam dziwne wrażenie, że coś jest nie tak. Może jednak pójdę na górę i sprawdzę co robi...
 Wspinam się po schodach. Staję przed drzwiami i pukam. Nikt mi nie odpowiada. Czekam przez chwilę po czym wchodzę do pomieszczenia. W środku nie ma nikogo. Sprawdzam łazienkę. Tu też pusto. Czuję na twarzy powiew wiatru odwracam głowę i widzę przed sobą otwarte okno. Niemożliwe....Emily uciekła. Czum prędzej biegnę do drzwi, żeby jej poszukać. Może jeszcze nie jest za późno....
* Perspektywa Emily*
Jak dobrze wreszcie oddychać świeżym powietrzem. Czuję się cudownie móc znowu cieszyć się wolnością. Wybiegałam zza rogu domu i miałam się kierować na ulicę, ale gdy tylko się wychyliłam zobaczyłam wkurzonego Louisa. FUCK! Jednak nie znajdę się w domu tak szybko jak myślałam. Zaczęłam czym prędzej uciekać a Louisa mnie gonił. Nie miałam żadnych szans. Był ode mnie szybszy i zwinniejszy. Potknęłam się i leżałam na ziemi jednak kiedy zobaczyłam, jak blisko jest chłopak, szybko wstałam i dalej. W końcu zostałam złapana. Kiedy blisko ściany domu popchnął mnie na nią a kiedy już stałam przyparta do muru podszedł do mnie. Był o wiele mniej zdyszany ode mnie. Oparł się ręką o ścianę i przyglądał mi się.
-Zapłacisz za to wiesz? -powiedział wyraźnie akcentując ostatni wyraz. 
Przycisnął mnie mocniej do ściany, nachylił się do mojego ucha i zaczął szeptać:
-Myślałaś, że tak szybko uciekniesz co? To się myliłaś. Jeszcze jakieś dziesięć minut temu byłem gotów się z tobą pogodzić, ale teraz już nie mam zamiaru. Poniesiesz srogą karę. A teraz chodź do domu bo nie mama wiele czasu a trzeba się przygotować do przyjęcia.- z każdym jego słowem przechodziły mnie dreszcze. 
-Wiesz co? Jesteś dokładnie taki sam jak Jack, czy jak mu tam było. -powiedziałam z przekąsem.
-Nie porównuj mnie do niego, jeżeli nie chcesz poznać prawdziwego gniewu. - warknął i pociągnął mnie z rękę. 
 Weszliśmy do domu. Przez całą drogę tutaj próbowałam się uwolnić lecz za każdym razem Louis wzmacniał uścisk. Kiedy weszliśmy do salonu posadził mnie na kanapie a sam poszedł do jakiegoś pomieszczenia. Wrócił chowając coś za plecami.
-Miała być na specjalną okazję...-powiedział pokazując mi mega krótką czarną skórzaną sukienkę i dużym dekoltem. -Ale wiem jak bardzo lubisz takie fasony i pójdziesz w niej dzisiaj do przyjęcie weselne.- wyraz jego twarzy mówił sam za siebie. Chyba już wiem jaka prawdopodobnie będzie moja "kara".
-Mam iść w tym na wesele? -zapytałam oburzona.
-Dokładnie. A teraz ruszaj do łazienki i wskakuj z to wdzianko. -podał mi ciuch i uśmiechnął się od uch do ucha.
Porwałam sukienkę i wkurzona udałam się do najbliższej łazienki. Zdjęłam ubranie i zaczęłam ubierać sukienkę. Nie było to łatwe bo kreacja była bardzo obcisła. A oprócz tego stałam na przeciw ogromnego lustra. Nienawidzę luster.  A jeszcze bardziej nienawidzę się w nich przeglądać. Kiedy wreszcie wcisnęłam się w ubranie stwierdziłam, że po pierwsze dekolt jest za duży jak dla mnie a po drugie muszę zdjąć stanik, żeby jakoś w tym wyglądać. Zdjęłam go i od razu wszystko wyglądało lepiej. Wpatrywałam się w swoje oblicze i próbowałam zapiąć zamek. Zapięłam go do połowy dalej już nie dałam razy i chcąc nie chcąc musiałam zawołać Louisa, żeby mi pomógł.  Dobrze wiedziałam, że stoi przy drzwiach i tylko czeka aż go zawołam.
-Mógłbyś? -powiedziałam i nie musiałam długo czekać, żeby się pojawił i mi pomógł. 
Odgarnęłam włosy i bacznie obserwowałam jak podchodzi i delikatnie zapina zamek. Widziałam jego minę kiedy zauważył, że nie mam na sobie stanika. Coś mi się wydaje, że przede mną długa noc. Chłopak wyprostował się i przez jakiś czas wpatrywał się we mnie. Czułam się dziwnie kiedy nic nie robił. Chciałam się odwrócić i po prostu wyjść, ale zauważyłam, że Louis wyciąga coś z kieszeni. Coś podpowiadało mi, żeby wyjść, ale ja zostałam. Chwilę potem poczułam coś zimnego na mojej szyi. Tymczasem Tomlinson już odgarniał moje włosy i zapinał srebrny łańcuszek. Przez ułamek sekundy jego palce dotknęły mojej skóry i od razu poczułam dreszcze na całym ciele. Chłopak to zauważył. Mimowolnie okazałam mu moją słabość. Nie jesteśmy razem już od dłuższego czasu a dalej jego dotyk wywołuje u mnie dreszcze. Gwałtownie odsunęłam go ode mnie i odwróciłam się żeby wyjść. Lou natomiast pociągnął mnie do siebie i położył ręce na moich biodrach. Automatycznie przyśpieszył mi oddech. Nie jestem przyzwyczajona do takiej bliskości. 
-Kusisz...-szepnął chłopak i zaczął mnie całować po szyi.
Jego ręce z bioder powędrowały do pośladków. Przez chwilę leżały tam nieruchomo jednak w najmniej spodziewanym momencie ścisnął je mocno. Powstrzymałam się od jęknięcia bo wiedziałam, że tym tylko bym go bardziej podnieciła. Mimo tego i tak po chwili poczułam wybrzuszenie na jego kroczu. W tym momencie miarka się przebrała. Zrobił to wszystko specjalnie. Od kilku dni jest napalony na mnie i robi wszystko, żeby mnie w końcu złamać. Ale ja nie dam się tak łatwo.
-Wystarczy -powiedziałam i odepchnęłam chłopaka od siebie. -Jedziemy. Już i tak pewnie jesteśmy spóźnieni. 
Na moje nieszczęście nie byliśmy, ale i tak po chwili wpakowaliśmy się do samochodu. Po minie Louisa widziałam, że jest z siebie wyraźnie zadowolony. Gdy sobie pomyślałam, że będę musiała spędzić z tym napalonym idiotą całą noc robiło mi się niedobrze....
----------------------------------------
Jest i 9 rozdział :D Mam nadzieję, że Wam się będzie podobał. Starałam się opisywać wszystko bardzo dokładnie i myślę, że się udało. A to dopiero początek ;) Piszcie w komentarzach co sądzicie ♥

3 komentarze:

  1. Aww !!! Supper <3 Szybko next *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. zajebiste czekam na next i w wolnym czasie zapraszam do mnie www.zycie-nie-ma-granic.blogspot.com /Światło '')

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na nexta prisze dodaj szybciutko pieszesz swietnie :*** weny kochana

    OdpowiedzUsuń