sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 14

Nie- myślę sobie.- Na pewno nie. Nie zrobiłby mi tego. Na spokojnie poukładaj fakty. Ale Louis nie jest aż teki zły. On jest potworem bez uczuć, jest zdolny do wszystkiego. Może on się po prostu zmienił na lepsze.- nie mogłam uspokoić myśli. Cały czas jakaś cząstka mnie wierzyła jednak w przemianę Louisa. Siedziałam bardzo niespokojna. Szarpałam się za włosy, drapałam po rękach. Wszystko, żeby tylko uwolnić się o dręczących mnie myśli. W mojej głowie buzowało. Z jednej strony broniłam Tomlinsona a z drugiej całą winę pchałam w jego stronę. Osunęłam się bezwładnie na podłogę. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie Lou jako tego złego mordercę bez uczuć. Jego wizerunek w mojej głowie był tak niesamowicie realny, ja sama dobrze wiedziałam kim on jest, ale moje serce nie dopuszczało do siebie takiej wiadomości. Czyżbym na powrót się w nim zakochała? Czy wystarczy się ze mną przespać i udawać troskliwego, żeby zyskać moje serce?
 Zadręczona takimi pytaniami i jakby pogrążona w transie podskoczyłam gdy usłyszałam pukanie do drzwi. To Louis pyta czy zejdę na kolację. Spoglądam w okno. Rzeczywiście słońce chyli się ku zachodowi. Odpowiadam chłopakowi przez drzwi, że nie przyjdę bo nie jestem głodna a poza tym źle się czuję. Pyta troskliwym głosem czy wszystko w porządku a ja tylko cicho odpowiadam, że nic mi nie będzie. Jak mogłabym pokazać mu si w tym stanie. Przeraziłby się jeszcze bardziej. Gdy tylko słyszę jego koki na schodach odsuwam się od drzwi. Próbuję trzeźwo myśleć i zastanawiam się co wywołało takie zamieszanie w mojej głowie. Cholera! Zamiast przestać ciągle roztrząsać ten problem cały czas się nad nim zastanawiam. Ale przecież to żaden problem. To po prostu urojenia. Przedawkowałam leki na ból głowy. Ale ja nic nie biorę. Co się ze mną dzieje. Brak mi świeżego powietrza, potrzebuję orzeźwić umysł. Wstaję podchodzę do okna i otwieram je na oścież. Idę do łazienki wziąć prysznic. Stoję pod lodowatą wodą i powoli uspokajam się. Wracam do pokoju i przebieram się w piżamę. Stoję przed otwartym oknem i mam ochotę wykrzyczeć całemu światu wszystko co leży mi na sercu. Mimo bardzo wczesnej pory kładę się do łóżka i próbuję zupełnie odseparować się od wszystkich dzisiejszych przemyśleń. Niestety jest jeszcze gorzej. Wsłuchując się w ciszę jaka panuje wokół mnie jeszcze bardziej zaczynam myśleć o wszystkim. Naprawdę nie wiem co się ze mną dzieje. Nie mam pojęcia czemu tak to wszystko przeżywam. Może po prostu  boję się, że moje obawy się spełnią? Do północy na przemian próbuję zasnąć i chcę się obudzić z koszmarów, które mnie męczą. Po północy daję za wygraną, owijam się kocem i idę do pokoju Louisa. Pukam i cichutko otwieram drzwi. Na szczęście nie śpi. Teraz niczym dziecko zbudzone nocą ucieka do sypialni rodziców ja idę powoli w stronę jego łóżka. Nic nie mówię, po prostu kładę się obok niego, zakrywam szczelnie kocem i staram się zasnąć. On również o nic nie pyta tylko obejmuje mnie ręką. Zasypiam prawie natychmiast jakby uspokojona myślą, że On jest przy mnie.
  Budzę się rankiem zupełnie wycieńczona i z bolącym gardłem. Jak zwykle nie ma obok mnie Louisa. Schodzę powoli po schodach i kieruję się do kuchni, żeby zrobić sobie śniadanie. Wchodzę do kuchni i uderza mnie zapach tostów francuskich. Lou, gdy tylko mnie zauważył, popchnął mnie zachęcająco ku stole i prawie od razu gdy usiadłam wylądował przede mną pełen talerz jedzenia. Byłam nieco zdezorientowana wszystkim co się działo wokół mnie, ale zaraz zabrałam się do jedzenia. Chłopak usiadł obok mnie i przyglądał się jak zajadam się pysznym śniadankiem. Dotknął ręką mojego policzka, zrobiło się interesująco chociaż ja czułam się dziwnie. Prawie idealnie w tej samej chwili trzasnęły drzwi. Oboje zwróciliśmy wzrok w tamtą stronę. Niepotrzebnie, ponieważ ten głos poznałabym wszędzie.
  Kto inny jak nie Sophia mógł przyjść własnie w tej chwili. I nagle BUM! Wszystko leży w gruzach. No po prostu cudownie.
-Louis kochanie! Gdzie jesteś!? Lou kociaku! Stęskniłam się!- krzyczała przesadnie słodkim głosikiem- O! Tutaj jesteś! Kochany nie musisz już JEJ dotykać teraz masz mnie. Jak dobrze, że wczoraj do mnie zadzwoniłeś. Mam nadzieję, że ja dzisiaj będę głośniej krzyczeć niż ona, co kociaku? Jestem cała twoja. Już nie musisz się zadowalać się byle czym. -powiedziała siadając na niego okrakiem.
 "Co za dziwka" pomyślałam sobie "Z resztą on nie lepszy. Skończony dupek". Wstałam gwałtownie od stołu, odsunęłam od siebie ledwo tknięte śniadanie i przepełniona gniewem ruszyłam do siebie. Zamknęłam się w pokoju i usiadłam na podłodze opierając się o ścianę. Z upływem minut kiedy tak siedziałam i nic nie robiłam gniew ustępował fali rozczarowania i smutku. Siedziałam i coraz bardziej użalałam się nad sobą.
 A jednak dałam się omamić. Uległam. Uległam uczuciu zwanemu miłością i po raz kolejny okazało się to dla mnie zgubne. Czyli to mądrzejsza strona mnie znowu miała rację. Louis Tomlinson wykorzystał mnie, żeby pogodzić się z Sophią....
------------------------------------
Mamy kolejny rozdział. Po bardzo długiej przerwie wracam do łask. Skończyłam jednego bloga i wymyśliłam sensowną dalszą część tego bloga. Sukces.Więc teraz mogę znów pisać :3 Maci taki sobie opisowy rozdzialik. Za niedługo pojawią się kolejne.
Strzałeczka kochani :*

2 komentarze: