Dzisiaj postanowiłyśmy wyjść z przyjaciółkami do klubu. Po męczącym dniu pracy chyba się nam w końcu należało. Jest piątek więc możemy trochę poszaleć. Wchodzimy do budynku. Oczywiście jak zawsze o tej porze jest tu pełno. O dziwo nigdzie nie widzę Louisa. Może dzisiaj nie przyszedł. Oby. Z resztą co ja się będę nim przejmować. To już przeszłość. Przyszłam się tutaj bawić a nie rozmyślać o moim byłym. Idę do barmana i zamawiam kilka drinków. Dla mnie i dla dziewczyn. Teraz możemy zaczynać zabawę. Pijemy, tańczymy, śmiejemy się. Z takim towarzystwem można zapomnieć o bożym świecie. Dziewczyny uwodzą już jakichś chłopaków, ale ja nie jestem taka. Siedzę przy stoliku. Chwilowo sama. Idę po kolejnego drinka. Wracam do stolika i tu czeka mnie ciekawa niespodzianka. Czeka ma mnie jakiś chłopak.
-Mogę z tobą zatańczyć ?-pyta.
Zgodziłam się. A co mi tam.Tańczymy i powoli przebijamy się przez tłum. Muzyka jest naprawdę głośna. Jesteśmy właśnie po drugiej stronie budynku. Nikogo tutaj nie ma wszyscy tańczą, a stoliki stoją puste. Po chwili poczułam że chłopak pociągnął mnie do siebie po czym nachalnie przycisnął do ściany. Nie ukrywam byłam tym zaskoczona. Nie wiedziałam co on chce zrobić. Podniósł głowę i spojrzał mi w oczy.
-Może się zabawimy? -zapytał z idiotycznym uśmiechem na ustach.
-Nie tym razem. -warknęłam.
Próbowałam go odepchnąć ale był za silny. Czego ten chłopak chce ode mnie. Ja go nawet nie znam.
Modliłam się tylko, żeby sobie odpuścił i odwalił się ode mnie. Niestety mimo moich wysiłków nie ustępował. Maksymalnie zbliżył się do mnie. Czułam bicie jego serca.Czyżby się bał i tylko udawał takiego bad boy'a. Pochylił się i zaczął coś szeptać do mojego ucha.
-Pójdziesz teraz ze mną. Uwierz mi nie chcę Cię skrzywdzić, ale jeśli nie posłuchasz będę musiał. -mówił bardzo wyraźnie. Tak jakby chciał zaakcentować swoją przewagę nade mną. Jednak ja nie zamierzałam poddać się bez walki. Nawet jeśli miał bym mnie ciągnąc na pół żywą za sobą. Wiem, że nikt mi tu nie pomoże i będę musiała sobie jakoś sama poradzić, ale zrobię to. Ale nie przestaję wierzyć w cud.
-Nie zamierzam, kotku. - to chyba nie były słowa,które chciał usłyszeć. Wściekł się. Uderzył pięścią w ścianę parę centymetrów od mojej głowy. Zaczynałam już panikować, ale pojawiło się wybawienie. Do budynku wkroczył przez tylne drzwi Louis. Był blisko nas i gdy tylko zauważył tego chłopaka wpadł w szał.
-Spierdalaj Jack! -szczerze powiem, że nie widziałam go jeszcze tak wkurzonego.
-Bo co mi zrobisz? -zapytał chłopak.-To już nie jest twoja dziewczyna, więc mogę robić to co mi się podoba.
-Jeżeli masz coś do mnie to załatw to osobiście a nie wyprawiaj jakieś cyrki tutaj!!!
-Jeżeli chcesz to możemy to załatwić na zewnątrz, ale laseczka idzie z nami- powiedział i pociągnął mnie ku sobie jakbym była jego własnością. Wyszliśmy na zewnątrz. Myślałam, że chłopach mnie puści czy coś, ale się myliłam. Kolejny raz zostałam przyparta do muru.
-No to teraz twoja dziunia odpowie za wszystko co mi zrobiłeś. -powiedział i odgarnął mi włosy za ucho. Był bardzo blisko mnie, ale na szczęście mogłam poruszać rękami.
-Spieprzaj ty zboczeńcu!!! -powiedziałam i z całej siły uderzyłam chłopaka w policzek. Z pewnością był zaskoczony moją reakcją. Ale nie zrobiło na min to większego wrażenia.
-Myślałem, że załatwimy o inaczej, ale sama chciałaś. Tu i teraz. - powiedział po czym jego ręka powędrowała pod moją sukienkę.
-Louis!!- darłam się jak opętana, a ten idiota stał i słup.
Po chwili usłyszałam wystrzał i ciało chłopaka leżało u moich stóp. Louis stał trochę dalej z bronią w ręku. Byłam zszokowana. On właśnie zabił człowieka i to jeszcze na moich oczach.
-Chodź do samochodu.-powiedział chowając broń.
Idąc cała się trzęsłam. Nie mogłam pojąć tego co się właśnie stało. Nie myślałam o niczym innym tylko o powrocie do domu. Myślałam tylko o tym jak wreszcie się uspokoję będąc u siebie. Miałam nadzieję, że Louis zawiezie mnie do mojego domu, jednak tak się nie stało.
-Louis gdzie ty do cholery jasnej jedziesz? -zapytałam zdezorientowana.
-Jak to gdzie? -odpowiedział pytaniem na pytanie- Do mnie.
Rozmawiałam z nim po raz pierwszy od paru miesięcy, a on jakby chciał wymigać się od czegoś, co jest nieuniknione.
-Ale czemu?- zapytałam zrozpaczona.
-Wyjaśnię ci wszystko potem, jak się trochę uspokoisz.-od kiedy on się o mnie tak troszczy i co to za teks "Wyjaśnię ci jak się uspokoisz" czy on mnie ma za jakąś histeryczkę. Właśnie dojechaliśmy pod jego dom. Już nieraz tutaj byłam. Jeszcze jak byliśmy razem to często spędzałam tutaj noce, więc to miejsce nie jest mi obce. Nic nie mówiąc wpuścił mnie do środka.
-Czuj się jak u siebie. Aha i nie wolno ci nigdzie wychodzić.-powiedział obojętnie.
-Ale czemu?- zapytałam.-Louis! Do cholery jasnej wyjaśnij mi wszystko tu i teraz!!-wydarłam się . Wszystko zaczęło się we mnie gotować. Alkohol, wydarzenia sprzed kilku minut i ta obojętność Lou. Miałam tego dość. Miałam mieszane emocje. Zaczęłam płakać. W ten sposób dałam upust emocjom.
-Potem.- odpowiedział i wyszedł od tak, po prostu. Nienawidzę go. Myślałam, że rozniosę ten dom. Tak jego obojętność byłam dobijająca.
-Louis tu idioto!!-krzyczałam dławiąc się własnymi łzami.
Siedziałam na podłodze, darłam się w niebogłosy mówiąc jak bardzo nienawidzę Louisa, kiedy on był już daleko i nie widział jak bardzo zawzięcie biję się z myślami. Z resztą jemu było to obojętne. Po dwudziestu minutach zaczęłam się powoli uspokajać, jednak dalej byłam roztrzęsiona. Nie dlatego, że Louis zostawił mnie samą w tym ogromnym domu tylko dlatego, że właśnie przed chwilą o mało co nie zostałam zgwałcona przez kolesia którego nie znam, na oczach mojego byłego. Zastanawiałam się też czy dziewczyny wiedzą co się stało, a może Lou pojechał je powiadomić. Nie chciałam myśleć o Louisie bo jeszcze nie przeszła mi złość na niego. Ale który normalny chłopak zostawiłby roztrzęsioną, zapłakaną dziewczynę w ogromnym domu a sam pojechał Bóg wie gdzie. A Louis tak zrobił.
------------------------------------------
Jest pierwszy rozdział. I nie powiem wyszedł całkiem całkiem. Piszcie jak Wam się podoba :D
Jest swietnty super piszesz :*
OdpowiedzUsuń