Obudziły mnie promienie słońca wpadające do pokoju przez okno. Nie miałam ochoty otwierać oczu i wracać do rzeczywistości. Usłyszałam donośne mruczenie dobiegające z mojej lewej strony. Podniosłam rękę w poszukiwaniu miękkiego, futrzastego kłębuszka zwiniętego gdzieś w pościeli. Po chwili jednak go znalazłam. Dotknęłam sierści i zaczęłam głaskać kota co wywołało kolejną falę przyjemnych dla oka pomruków. Pomyślałam sobie, że nie mogę cały dzień leżeć w łóżku z zamkniętymi oczami i z nadzieją, że może jeszcze zasnę. Otworzyłam oczy i omiotłam wzrokiem pokój. Na ścianie zauważyłam migające wesoło cienie liści. Wszystko to wyglądało jak z obrazka. Idealnie wykreowana sielanka. Niestety tylko jedna rzecz mogła zepsuć ten błogi nastrój. A mianowicie, myśl, że wiąż tkwię zamknięta w tym ogromnym, przerażającym domu...
Podniosłam się z łóżka, wzięłam pierwszą lepszą sukienkę z szafy i udałam się do łazienki, żeby doprowadzić się do porządku. Przypudrowałam twarz, na powiece zrobiłam delikatną kreskę a usta pomalowalam różową szminką. Sama nie wiem po co mi makijaż skoro cały czas siedzę sama w daomu i nic z tego nie wynika. W sumie to wydaje mi się, że robię to dla siebie. Tylko po to żeby poczuć się lepiej w swojej skórze. No na pewno nie robię tego ze względu na Louisa. Z resztą to co było między nami już dawno jest skończone. Nie mam ochoty do tego wracać bo ten człowiek w przeciągu kilku miesięcy zmienił się nie do poznania. Jest zupełnie inny.
Dzisiejszy dzień poświęcę na to, żeby zrobić coś co miałam już zrobić dawno. Po pierwsze postaram się zrobić jakiś plan ja którym będę się wzorować kiedy będę zmieniać wystrój domu, o ile namówię na to Louisa. Wzięłam kartkę i zaczęłam szkicować. Byłam tym tak pochłonięta, że nawet nie zeszłam na dół na śniadanie. W trakcie pracy jedynie wychodziłam, żeby popatrzeć jak dokładnie wygląda dane pomieszczenie i co ewentualnie można by tu zmienić. Chodziłam po całym domu i szkicowałam. Tak spędziłam czas mniej więcej do godziny trzynastej. Kiedy skończyłam wróciłam do pokoju i jeszcze raz wszystko obejrzałam. Jak tylko Louis pojawi się w domu zaraz mu to pokażę.
Siedziałam na łóżku, ale w jednym momencie zakręciło mi się w głowie i musiałam się położyć. Leżałam i starałam się uspokoić, ale nic to nie dawało. Czułam się coraz gorzej. Rozbolał mnie brzuch. Zrobiło mi się niedobrze. Brało mnie na wymioty. Nie wytrzymałam i musiałam wyjść do łazienki. Jak wyszłam niby poczułam się trochę lepiej, ale dalej wirował mi w głowie. Po raz kolejny położyłam się na łóżku. Zastanawiałam się co mogła mi zaszkodzić. Jedyne co dzisiaj zjadłam to kanapka z szynką jakąś godzinę temu a do tego napiłam się soku. Wątpię jednak, żeby mi to zaszkodziło aż tak bardzo. Mdłości mi przeszły i ogólnie nie czułam się aż tak źle. Zakopałam się w kołdrze i zasnęłam. Ból i zawroty głowy przestały mi doskwierać i mogłam się pogrążyć w krainie snów. Niestety mój spokój nie trwał zbyt długo. Obudziłam się nagle. Przespałam może jakieś pół godziny. Byłam tak zdezorientowana nagłym powrotem do rzeczywistości, że przez chwilę musiałam oswajać się ze wszystkim, żeby wrócić do normalności. Jednak zaraz potem kiedy już wszystko wróciło do normy straciłam przytomność w skutek silnego ataku konwulsji. Kiedy znów się ocknęłam nie miałam siły, żeby ruszyć się z miejsca. Serce biło mi jak oszalałe nie mogłam złapać oddechu a na domiar złego powróciły mdłości. Musiałam znowu doczołgać się do łazienki. Z trudem to zrobiłam. Tym razem siedziałam tam dłużej. Po głowie błądziła mi tylko jedna myśl- "Błagam niech to się już skończy". Wymioty nie były przyjemne ale dzięki nim trochę mi ulżyło i mogłam wrócić do łóżka. Znowu zasnęłam, tylko że teraz spałam już o wiele spokojniej i nie obudził mnie już napad konwulsji, ale trzask drzwi dochodzący z dołu. Spojrzałam na zegar. Była godzina 19.
Nie chciało mi się wychodzić z łóżka, więc w nim zostałam. Chwilę później usłyszałam kroki i pukanie do drzwi. Odpowiedziałam cichym "Proszę" i w drzwiach stanął Louis.
-Jutro idziemy na wesele - powiedział oschle po czym rzucił na łóżko wieszak z nową bardzo odświętną sukienką.
- Nie wiem czy będę mogła. Nie czuję się za dobrze...
-Masz tam ze mną iść rozumiesz? -obawiam się, że go wkurzyłam. Ale taka jest prawda.
Nie wiem czy będę mogła iść. Źle się czuję i nie wiem co jest tego przyczyną. Jak miałabym czerpać radość z przyjęcia weselnego kiedy ledwo mogłabym się utrzymać na nogach.
-Louis... -zaczęłam niestety przerwano mi.
-IDZIEMY RAZEM ROZUMIESZ TO!!! CZY TEGO CHCESZ CZY NIE. Zabiorę cię na to pieprzone przyjęcie i będę miał spokój. A z resztą ty ostatnio chciałaś gdzieś wyjść, więc proszę bardzo! - wyprowadzony z równowagi Louis, normalka.
-A czuje to jest właściwie przyjęcie? - zapytałam nieśmiało.
-Mojej kuzynki. Bądź gotowa o 14. -powiedział
-Louis naprawdę...Nie możesz iść z Sophią?
-Nie nie mogę! Idę z tobą i koniec. A i pamiętaj, że jeśli nie pójdziesz dobrowolnie to przekonam się siłą. -miał wychodzić, ale zatrzymał się przy biurku i przyglądał się rysunkom.
-Co to za szkice? -zapytał udając zainteresowanie.
-Miałam ci powiedzieć. Myślałam nad zmianą wystroju domu. Co ty na to? -mówiłam coraz ciszej w obawie przed nagłym wybuchem gniewu Tomlinsona.
-A wiesz co ja na to. Zanim będziesz zmieniać cały dom to może zacznij od swojego pokoju. Bo chyba będzie trzeba tu posprzątać. A tak w ogóle to czy ja nie mówiłem ci czegoś o malowaniu...-na początku nie zrozumiałam dokładnie jego słów, ale potem wszystko stało się jasne.
Louis wpadł w szał. Zniszczył trzy czwarte moich obrazów. Poprzewracał lampy. Pozrzucał i potargał książki. Przewracał meble. Wyrzucił z szafy wszystkie sukienki i porozrzucał je po całym pokoju, a kilka z nich nawet potargał. Po czym zostawił to wszystko i wyszedł trzaskając drzwiami. Przez chwilę w pokoju panowała zupełna cisza. Siedziałam skulona na łóżku i z przerażeniem patrzyłam na ten cały bałagan. Nie wiem dokładnie czemu, czy dlatego, że Lou zniszczył to wszystko co sprawiało, że życie tu było łatwiejsze czy też z tego całego strachu, zaczęłam płakać. Płakałam bardzo długo wokół mnie była zupełna cisza, ale w mojej głowie cały czas miałam dźwięk tłuczonego szkła, dartego papieru i odgłos szarpania płócien. Wszystko to wyglądało paskudnie. Jedyna co nie było tu zniszczone to łóżko i nowa sukienka leżąca obok mnie...
Nie pamiętam już nawet kiedy zasnęłam. Spałam niespokojnie. W nocy dręczyły mnie koszmary. Pamiętam, że w przerwie między jednym koszmarem nocnym a drugim kiedy byłam w dziwnym stanie gdzieś pomiędzy jawą a snem poczułam ciepło. Jakby ktoś przyszedł mnie przytulić. Wątpię, żeby to był Louis bo mocno go wkurzyłam więc to na pewno nie on. Ostatecznie uznałam, że to był kot.
----------------------------------------
Jest kolejny rozdział mam nadzieją, że będzie się wam podobał :D
Komentujcie :P
Pozdrawiam :**
*.* Świetne!! Ale nieogarniam, dlaczego ona nie spróbuje uciec?? xD Ale mniejsza z tym... zajebistyy rozdział!!!! KC ;* Czekam na next <3
OdpowiedzUsuńHejka! Z wielką przyjemnością informuję cię, że Twój blog został nominowany do Liebster Award :) Szczegóły znajdziesz tutaj : http://lifeisbrutal-onedirection-fanfiction.blogspot.com/2014/03/nominacja-do-liebster-award.html
OdpowiedzUsuń