piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 3

Obudziłam się dość późno. Dochodziło południe a ja dopiero wyczołguję się z łóżka. Wszystko byłoby fajnie gdybym tylko miała się w coś przebrać. Niestety. Nie miałam ze sobą nic. Ale z ciekawości zajrzałam do szafy stojącej w rogu pokoju. Otworzyłam ją i zobaczyłam mnóstwo wyzywających, obcisły i seksownych sukienek. To nie był mój styl. Jeżeli już miałabym wybrać jakąś sukienkę byłaby to jakaś ze zwiewnego materiału. Przejrzałam wszystkie kreacje dokładnie i dopiero na końcu znalazłam jedną odpowiadającą mojemu gustowi. Śliczna niebieska sukienka z lekkiego zwiewnego materiału. Od razu ją założyłam. Poszłam do łazienki. Splotłam włosy w koka i poszłam da dół zjeść coś na śniadanie. Miałam nadzieję, że Louis będzie jeszcze w domu, ale się pomyliłam. Musiał wyjechać wcześniej i na cale szczęście zabrał ze sobą tą swoją lalunie. Na śniadanie postanowiłam zjeść tosty francuskie. Posiłek zjadłam w salonie przed telewizorem. Ale skoro będę tu sama nie wiadomo jak długo będę musiała sobie wymyślić coś do roboty. Na pewno będę musiała ogarnąć ten domu i przede wszystkim przyzwyczaić się do samotności. Resztę dnia spędziłam na kanapie oglądając telewizję. Około siedemnastej w domu pojawił się Louis. Na szczęście sam.
Załatwiłeś to co miałeś załatwić ? -zapytałam. Byłam zła na niego, że pojechał gdzieś a mi nic nie powiedział. Nie chce się wtrącaj w jego sprawy, ale mógł wczoraj wieczorem powiedzieć, że rano wcześnie wychodzi. Ale z resztą jego to nie obchodzi.
-Co prawda nie da się załatwić wszystkiego w jeden dzień, ale są postępy. -powiedział chowając broń.
Czyli według niego postępem jet zabijanie ludzi. Ja nawet najgorszego wroga bym nie zabiła. On wydawał mi się być coraz gorszy. To dziwne uczucie rozmawiać z nim normalnie. Ale dzisiaj nawet jest skłonny do rozmowy.
-Zrobiłaś coś dobrego na obiad ? -zapytał z beztroskim wyrazem twarzy.
-Nie...-chciałam dokończyć wytłumaczyć się, bałam się, że się wścieknie,natomiast on spokojnie odpowiedział.
-Nic nie szkodzi. Zmówię pizzę. -"co go tak nagle odmieniło" myślałam w duszy. Może to Sophia. Może przez nią staje się taki oschły i obojętny. No mnie takim zachowaniem nie zdobędzie. Tak pizza i co jeszcze do tego oglądanie filmów razem przez całą noc i mizianie? Nie dziękuję. Zjemy a ja wracam do siebie.
-Skąd masz tą sukienkę? -zapytał kończąc zamawiać pizzę.
-Była w szafie. -odpowiedziałam obojętnie.
-Nie podobały ci się moje ? -zapytał zniesmaczony.
-Nie w moim stylu.- z resztą co miały znaczy te słowa "nie podobały ci się moje?". To co ta sukienka jest od kogoś innego czy co.
Niedługo potem dostawce przywiózł pizzę. Zjadłam kilka kawałków i byłam pełna.
-Louis ja już pójdę do siebie -powiedziałam i wstałam z kanapy.
-Gdzie tka pędzisz. -chwycił mnie za rękę. -siadaj tu ze mną.
-Louis chcę iść na górę. Puść mnie. -powiedziałam spokojnie.
-Skoro chcesz to pójdziemy na górę. -powiedział i pociągnął mnie za sobą w stronę schodów.
-Powiedziałam ja a nie my. -czego on ode mnie chce?
-Przecież oboje wiemy, że tego chcesz. -dopiero po chwili zajarzyłam o co mu chodziło. Wzdrygnęłam się na samą myśl.
-Zostaw mnie! -krzyknęłam i próbowałam mu się wyrwać.
-Kochanieńka nie zapominaj, że jesteś u mnie. -syknął wzmacniając uścisk.
-Ale tylko tymczasowo. -powiedziałam u uderzyłam do w twarz. On stracił równowagę i spadł a ja wykorzystałam ten moment. Jak najszybciej pobiegłam do sypialni i zamknęłam się od środka.
Oparłam się o drzwi plecami i szybko oddychając uświadomiłam sobie co zrobilam. Ręce mi się trzęsły. Jest gorzej niż myślałam. Usiadłam na podłodze dalej opierając isę o drzwi. Przecież ja mogłam go zabić. Byłam wstrząśnięta. Wstałam i cała zapłakana przechadzałam się po pokoju. A co jak on nie żyje. Nie chciałam go zabić to był przypadek. Nie chciałam tego zrobić.  Walnęłam się na łóżko pełna najróżniejszych myśli. Chwilę potem usłyszałam jak ktoś wchodzi po schodach i zbliża się do mojej sypialni.
-Emily otwórz natychmiast! -darł się Louis przez drzwi. Byłam jednocześnie szczęśliwa i przerażona. Cieszyłam się, że go nie zabiłam, ale bałam się co może zrobić.
-Emily  otwórz te drzwi bo mnie naprawdę zdenerwujesz!!- krzyczał waląc pięściami o drzwi.
-Odwal się! Nie chce cię znać! Jesteś taki sam jak ten Jack czy jak mu tam było! - po moich słowach walenie w drzwi ustało.
Pewnie zraniło go to co powiedziałam. To przez te wszystkie emocje. Wydaje mi się, że on też tego nie chciał. Co ja mu za bzdury nagadałam. Za dużo na dzisiaj. Stanowczo. Chciałabym przeprosić Lou, ale boję się wyjść. Ale chyba dobrze zrobiłam zostając w pokoju, ponieważ chwilę potem słyszę słowa kolejnej kłótni.
-Czy ty zawsze musisz wszystko niszczyć!? Ciesz się....nie wywaliłem. I....od niej z daleka. -Pierwszy zdanie slyszałam bardzo wyraźnie ale potem już nie potrafiłam dosłyszeć wszystkich słów.
-Przestań.....nie możesz.....trzymać! Ona też...zrozum to.
-Ale ja też mam uczucia!! Nie będzie mnie taka....prównywała do Jacka! -to co usłyszałam było wystarczające. Usiadłam ponownie na łóżku. Z  kim on mógł rozmawiać? Może przyszła do niego Sophia i się jej wyżalił? Zastanawiałam się jeszcze na chwilę nad tym co mu zrobiłam po czym zasnęłam.
***
Obudziłam się bardzo wcześnie. Wstałam, przebrałam się w inną sukienkę(musiałam wybrać jakąś. Wybrałam małą czarną. W sumie to nawet ładna była.) i zeszłam na dół bo coś zjeszć. Byłam przekonana, że Louisa od dawna nie ma w domu. Myliłam się...
-------------------------
Kolejny rozdział za nami :D Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Komentujcie  :*
 

1 komentarz: